Szybko i pysznie – Bananoffee bez pieczenia

W lodówce u Mamy znalazłam serek mascarpone i od razu poczułam smak przepysznego bananowego deseru. Problem był taki: serek mamy a mama ma bananowy wstręt. I oczywiście taki drogi składnik potrzebował okazji :) Nadeszły ostatki… uzgodniłyśmy wersję ciasta pół banan pół brzoskwinia i oto moje kubki smakowe szykują się na słodką niedzielną rozpustę iiiiiiii dwa ważne składniki wyszły. Owszem jest sklep T24 no ale komu o godzinie 22 w sobotę marzy się jechać po zaledwie pół litra… śmietany ;) i masę krówkową. Chętnych brak, więc wyroby cukiernicze poczekały jeszcze tydzień. A jakim Popielec był umartwieniem, kiedy za każdym otwarciem lodówki mascarpone kuł w oczy i napędzał wyobraźnie i ślinianki…

Przepis na to cudo mam od Maminej z Spod maminej igły, która dokładnie wie jak wykorzystać minimalny czas, który ma miedzy czasem spędzonym z Synkiem a machaniem i czarowaniem igiełką tulistycznych przedmiotów :) Przepis jest naprawdę mega prosty i zajmuje bardzo mało czasu, nie chwaląc się mnie zajmuje to ok 27 minut ;)(z umyciem miksera)

 

12713909_959834287435078_832210395_n

Składniki:

Herbatniki duża paczka

Serek mascarpone 500g

Śmietana 30% 750 ml (ja używam tylko 0,5 l)

Masa krówkowa/ kajmakowa/ mleko skondensowane do zagotowania żeby powstał kajmak

Banany ok 3 szt

Śmietanfix

Opcjonalnie 1-2 łyżki cukru pudru (dla mnie zbędne)

Kakao do posypania.

Blachę wykładamy folią aluminiową żeby lepiej się nam ciasto kroiło i wyjmowało. Układamy warstwę herbatników a na niej pokrojone w plastry banany. Gęstość oraz grubość uķładanych owoców zależy od naszych upodobań. Do wysokiej misy od miksera wlewamy schłodzone 250 ml śmietanki i miksujemy do momentu takiego mocnego zgęstnienia. Następnie dodajemy porcjami ZIMNY serek mascarpone cały czas miksując oraz trzy łyżki masy kajmakowej. Uwaga, żeby masa przeszła do kremu równomiernie, bez grudek musi mieć temperaturę pokojową. W kuchni Dobrej robimy tak: odmierzamy trzy łyżki masy do osobnej miseczki rozbełtujemy i dopiero dodajemy do kremu. Krem wykładamy na herbatniki z bananami. Wyrównujemy. Na krem kładziemy kolejną warstwę herbatników. Następnie smarujemy masą krówkową i tu znowu dowolność  - można posmarować cieniutko albo wykorzystać pozostałą masę :) Ubijamy 0,5 l śmietany pod koniec ubijania dodając cukier puder i śmietanfix (stosuję tylko 250 ml śmietany 30% bez dodawania cukru ale ze śmietnfixem) trzeba uważać, żeby nie przebić kremówki i nie zrobić masła. Wykładamy na nasze ciasto i chowamy je najlepiej przykryte folią spożywczą, albo aluminiową do lodówki na minimum 2 godziny, żeby herbatniki zmiękły. Najlepiej przed samym podaniem oprószyć kakaem (żeby nie było grudek sypiemy przez sitko :D) 

Zmodyfikowany kawałek ciasta z brzoskwinią i bananem, również smakował wyśmienicie.

z brzoskwinką

U nas ciasto znika zanim minią 24 godziny :) Zimą chłodzi lepiej niż lody. Zaraz po podaniu reszta ciasta musi być chowana do lodówki.

Uważam że przepis jest rewelacyjny bo: jest prosty, jest szybki, jest pyszny i nawet kucharki bojące się piekarnika dadzą sobie spokojnie radę :)

Smacznego!

bananoffee_mniamP.S. Kremu z serka mascarpone w tej postaci używam m.in. do przekładania tortów.

Wylana kawa i imieninowe babeczki

Obiecuję: więcej kawy przy laptopie nie stawiać! Laptop umarł, a przynajmniej obowiązuje taka diagnoza dopóki oko fachowca nie stwierdzi inaczej. Niestety przez ten „wypadek” prace związane z blogiem uległy całkowitej re-organizacji. Ponieważ aktualnie mieszkamy u rodziców to cyber-życie ocalało, jednakże jest ono sporo utrudnione. Wszyscy korzystamy z jednego komputera i to komputera stacjonarnego. Na domiar złego znajduje się on w pokoju mojego najmłodszego (8-letniego) braciszka. Dbając o jego prawidłowy rozwój jaki i przestrzeń osobistą (i tak dość mocno nadszarpniętą przez naszą przeprowadzkę) nie ma opcji korzystania z dobrodziejstw technologi w późnych godzinach wieczornych. Jednak w miarę możliwości postaram się żeby blog spełniał swoją powinność: dwie notatki w tygodniu muszą być.

A nawiązując do mojego brata – Tymek ma dziś imieniny. To dobra okazja do wypieków. Tymuś jest amatorem babeczek, muffinek i innych papilotkowych łakoci. Dlatego specjalnie dla niego upiekłam proste i szybkie Babeczki z mleczną czekoladą.

Żeby zacząć się bawić w muffiniarnie, każda piekareczka powinna mieć przepis podstawowy na babeczki w małym paluszku. Tak jak bulion to pierwszy krok do wielu zup, tak ten przepis jest bramą do świata maleńkich cudeniek.

Podstawowy przepis na babeczki

1 szklanka mąki pszennej

do 0,5 szklanki cukru (słodycz według upodobania)

1 łyżeczka proszku do pieczenia

0,5 szklanki mleka

0,25 szklanki oleju

1 jajo

+ to co chcemy dodać do babeczek: czekolada, owoce, posypki, warzywa, konfitury itp.

składniki powinny mieć temperaturę pokojową. Jeśli zapomnę wcześniej wyjąć mleko z lodówki to robię mokrą mieszankę i odstawiam na ok godzinkę, żeby razem doszła do wspólnej temperatury.

U mnie dzisiaj składniki wystąpiły w takich proporcjach:

Babeczki z mleczną czekoladą (ok 16 sztuk)

Składniki suche (nr 1)

  • 2 szkl. mąki tortowej
  • 0,75 szkl. cukru (wyszły bardzo słodkie specjalnie dla Tymka)
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 0,5 dużej porcji cukru waniliowego (ok 15 g)

Składniki mokre (nr 2)

  • 0,75 szkl. mleka
  • 1/3 szkl. oleju
  • 2 jaja

dodatkowo 50 g mlecznej czekolady grubo posiekanej (może być gorzka, ale znam upodobania mojego brata :) )

W jednym naczyniu mieszamy składniki nr 1 w drugim naczyniu mieszamy składniki nr 2, następnie składniki mieszamy ze sobą najlepiej widelcem tylko do połączenia się składników. Dodajemy czekoladę – mieszamy. Ciasto wkładamy do formy wyłożonej papilotkami. Papilotki napełniamy tak do 3/4 wysokości. Pieczemy w temperaturze 180 stop. C przez 20-25 min. W popsutym piekarniku mojej mamy było to 20 minut przy włączonym termoobiegu.

Zapach po upieczeniu w całym mieszkaniu – cudowny. Ciężko było utrzymać moje maluch przed napoczęciem niespodzianki zanim wróci Tymek ze szkoły. No i niespodzianka okazała się całkiem udana :)

Oto solenizant i wypieki.

tymek

Muffinka z mleczną czekoladą

babeczka

 

Miłego wieczoru i smacznego! :)

Postanowienia na Nowy Rok w kuchni

Osobiście nie lubię postanowień noworocznych. Zawsze wydawało mi się to takim pustym obiecywaniem sobie czegoś, co powinno się stać a i tak z braku silnej motywacji zakończy się na zwykłym fiaskiem. Ludzie pod wpływem chwili zarzekają się że w tym roku to już na pewno rzucą palenie, dojdą do wagi z przed 15 lat, spłacą wszystkie długi, zdadzą egzaminy w zerowym terminie i tak dalej w tym temacie. A za rok przy kolejnym odliczaniu te same hasła.

Jednak grudzień 2015 obfitował w różne, ciekawe artykuły na temat owych postanowień. Najważniejszy wniosek jaki się z nich nasuwał to to, żeby sobie nie obiecywać a  P L A N O W A Ć. Inaczej rozpoczyna się nowy etap, kiedy wiemy poprzez jakie metody, jaki ułamek czasu, jaki nakład sił własnych (czy też cudzych ;) ) osiągniemy dany cel.

Kiedy tak, przy zimnej już dzięki moim Pociechom kawie, zastanawiałam się nad tym co ja chce osiągnąć w roku 2016 na myśl przyszła mi tylko KUCHNIA! :) Owszem mogłoby być to coś innego – 10 kg mniej, mąż by się cieszył, albo kurs chińskiego. Ale ani diety i ćwiczenia, ani zdobywanie wiedzy w zakresie mało mnie interesującym nie zmotywują mnie tak jak to co kocham. I nie chodzi tu tylko o to że kocham jeść :D

Wybrałam sobie 12 powiedzmy postanowień – zadań. Po jednym na jeden miesiąc. Może i liczba bez szału, ale nie wymagam od siebie cudów przy dwójce dzieci, przeprowadzce i jeszcze milionie nieplanowanych wydarzeń, które bankowo nastąpią prędzej czy później.

A oto i szczęśliwa dwunastka :) :

1. Założyć bloga w którym będę dokumentować swoje dokonania i który będzie mnie motywował do pieczenia i gotowania nowości. Oraz zmusi do liźnięcia sztuki fotografii. (Przepraszam za moje początkowe zdjęcia ale jak to się mówi – jest nadzieja…)

2. Upiekę tort z użyciem masy cukrowej. Przecież to jak lepienie z plasteliny, trzeba przestać się tego bać :)

3. Upiekę słodką roladę

4. Kaczka. Pewnie dopiero na Wielkanoc, ale Okrasa uważa że każdy może sobie z nią pysznie poradzić, to czemu nie ja?

5. Danie z innego kontynentu. Może podpowiecie jakie? :)

6. Danie z filmu. Już zaczynam maratony żeby wyłapać coś ciekawego.

7. Tradycyjnie gotowanie z Przyjaciółmi, tylko tym razem może coś innego niż spaghetti. I koniecznie trzeba wszystko udokumentować! :)

8. Według przepisu Babci. Fajna okazja do odwiedzin, rozmowy i wysłuchania najbliższych, Serdecznie polecam!

9. Gotowanie z Dzieciakami. Musi być smacznie, zdrowo i wesoło. Mam nadzieję, że uda mi się małe co nie co udokumentować i wyjść bez konieczności remontu kuchni :)

10. Kolacja dla Męża <3 czyli wychodzimy poza schemat kanapek…

11. Śniadanie na ciepło. Według wielu najzdrowsze.

12. Wigilijna Nowość! 

Oczywiście numerki nie są ściśle przypisane do danych miesięcy. Może poza nr 1 i 12 :) Każdy element tego rocznego wyzwania będę tutaj opisywać, a Wy będziecie mnie z tego rozliczać :)
Ciekawa jestem, jak u Was z postanowieniami? Wierzycie, że się Wam uda? Co sądzicie o takim kuchennym zestawieniu? Może sami zrewolucjonizujecie swoje menu? Podzielcie się koniecznie!

Miłej niedzieli! :)

Na dobry początek – Stefanka

Każda opowieść od czegoś musi się zacząć. Każdy zeszyt, blog, przepiśnik musi mieć swój pierwszy raz, może nie do końca trafiony, może chaotyczny, ale na pewno taki który zapada w pamięć i do którego się wraca.
Stefanka jest takim początkiem, nie tylko tu, ale na każdej płaszczyźnie Kuchni Dobrej. To moje pierwsze upieczone ciasto z przepisów Pani Doroty z www.mojewypieki.com, to pierwsze ciasto zapisane w moim przepiśniku, pierwsze z użyciem miodu, pierwsze powodujące ogólny zachwyt i podziw, i wreszcie pierwsze robione na zamówienie. W zasadzie to piekę ją już z pamięci i coraz mniej czasu mi to zajmuje. Nie mówiąc już o tym że stres wyeliminowałam do zera :)

A oto i przepis:

Stefanka
Składniki na ciasto
1/2 kg mąki pszennej
3/4 szklanki cukru
2 łyżki miodu
20 dag masła/ margaryny
2 jajka
1 łyżeczka sody

Masa:
1 litr mleka
1 cukier waniliowy
ok 3/4 szklanki cukru (osobiście daje ok 1/2)
20 dag masła/margaryny
9 łyżek kaszy manny
opcjonalnie kilka kropel soku z cytryny ( też gorąco polecam krem jest bardziej wyrazisty)

I teraz działamy: Wysypujemy mąkę, dodajemy cukier i sodę, ja od razu trochę mieszam pacami i robię taki dołek na jajka i miód. Następnie lekko przysypuję mączną mieszanką i na to wrzucam pokrojoną już w mniejsze kawałki margarynę. Nóż do ręki i siekamy łącząc składniki. Kiedy już widzimy że ciasto fajnie nam się będzie zagniatać odkładamy nóż i wkraczają ręce do akcji. Paniom proponuje wcześniej pozdejmować wszelkie ozdoby z palców (jeśli Panowie takowe noszą to również ;D). Ciasto robi się nam jednolite, dzielimy na trzy równe części, może trochę przesadzam ale ja ważę najpierw całe ciasto a dopiero później dziele na 3 równe placki. Wałkujemy placki, najlepiej bezpośrednio na papierze do pieczenia, lekko podsypujemy mąką bo ciasto się lepi do wałka. Pieczemy każdy placek przez ok 15 min w 170 stop. C – aż będzie mieć złoto-brązowy kolor. Mój piekarnik wypieka mi placuszki w 10 minut. Dobry sposób to piec trzy placki na raz w trzech jednakowych blachach, w tedy należy kontrolować kolor, czy od każdej strony się równo pieką. Duża oszczędność czasu i energii.

Kiedy piecze mi się ostatni blat zaczynam robić masę. Do garnka wlewam mleko dodaję cukier, masło, cukier waniliowy i gotuję. W osobnej miseczce odmierzam sobie kasze mannę, żeby łatwiej było mi ją dodawać. Zagotowaną mleczną miksturę odstawiam na zimny palnik i dodają stopniowo kasze mannę cały czas mieszając rózgą (bez rózgi ani rusz – robią się takie niefajne krupki). Wstawiam z powrotem na gaz i gotuję mieszając aż zgęstnieje – zrobi się takie lejąco-budyniowe. Zostawiam żeby troszkę ostygło i jeszcze zgęstniało.

Zajmujemy się blatami i składaniem ciasta. Sama wolę blachę wyłożyć folią aluminiową i dopiero układać blat, na nim połowę masy , znowu blat, reszta masy  i blat ostatatni. Całość wykończyć polewą.

U mnie jest to inna polewa niż u Pani Doroty. Przepis pochodzi od mojej mamy:

3 łyżki margaryny (u nas zawsze Masło Roślinne)
6 łyżek śmietany 18%
6 łyżek cukru
3 łyżki kakao

W tej kolejności dodajemy składniki do rondelka, nastawiamy, mieszamy i pilnujemy żeby składniki się połączyły w jednolitą polewę i nie przypaliły.

Dla efektów wizualnych polewę czasem posypuję wiórkami kokosowymi albo płatkami migdałowymi.

Ciasto najlepiej upiec dzień wcześniej albo przynajmniej pół dnia, blaty miodowe są dość twarde i muszą „przejść” masą żeby były mięciutkie.

Oto jedno zdjęcie, ostatniego kawałka niestety robione tylko telefonem.

stefanka

Życzę udanego pieczenia i SMACZNEGO:-)